finetka blog

Twój nowy blog

o

1 komentarz

Jest dobrze :) Będzie jeszcze lepiej :)

Otwieram pierwszą szafkę: nie ma.
Otwieram drugą szafkę: nie ma.
Przeglądam dolną półkę ze słoikami: nie ma.
Duży pokój – serwantka z wszelkim szkłem: nie ma.
Rozpaczliwe zerknięcie do barku: nie ma.

- Mamo gdzie jest mój niebieski kubek z napisem….
- Wywaliłam!

<apokalipsa>

 

serio wszędzie dobrze ale w domu najlepiej? ;|

.

2 komentarzy

strzęp nerów.

a z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.


Cały mój świat potrzebuje psychologa (…)
Cały mój świat, żeby stanąć na nogach”
                              Happysad

o poezji

2 komentarzy

Ryszard Krynicki
choć wychwalony przez – mistrza – Barańczaka,
mnie, biedaczki, nie zachwyca.
I znów się mi oberwie, że nie wolno tak mówić.
a kij ;)

btw, czytanie poezji przy chipsach (solonych), profanacją?

bogowie i córy ziemskie….
jaka ja jestem dziecinna. uparta i przekorna. może osobom, z którymi mam kontakt na co dzień, zbytnio tego nie okazuję. ale w stosunkach z niektórymi osobami… stuprocentowy dzieciak. nie chcę się tu bawić w analizę transakcyjną Berne’a (chociaż kilka lat temu wymyśliłam ciekawą teorię^^’) ale tak jak cebula jest sobą na wskroś, do stopnia cebuliczności; tak ja uparcie trwam w swej dziecinności. <doh>. a na często zadawane pytanie: „kiedy Ty dorośniesz?!” mogę tylko bezradnie wzruszyć ramionami….

__
zaczęło się niewinnie, zmieniając tapetę znalazłam grafikę z Alicją.
a teraz?
słucham:


najukochańsza bajka z dzieciństwa. już widzę, jak rzucę w kąt wszystkie uczelniane czytanki i do marcowej premiery będę znów się zaczytywała w Alicji…  . Potem tylko bilet do Imax’u, następnie pasjonująca lektura wywiadu z Burton’em. Wcześniej żadnej krytyki:) <aj promis!> chociaż już mam kilka „ale”.
Jej :)

M. 23:59:21
ty nadal TU?
M. 23:59:41
słyszałaś o jakimś innym świecie poza wirtualnym?
aj 0:00:19
mówisz o tym, w którym się wychowałam?:PP
aj 0:00:38
byłam tam dzisiaj – więc nie rozumiem pretensji…;]
M. 0:01:20
a co;>
M. 0:01:28
pieczywko się skończyło;>
aj 0:02:29
ok, owned <smutny>
M. 0:03:28
;|
M. 0:04:06
mogłaś ZAPRZECZYĆ! SKŁAMAĆ! COKOLWIEK! <ściana>

- czyżbym była aż tak przewidywalna?!;)

ciągle gdzieś. przepakowywanie z większych toreb podróżnych, do mniejszych. z plecaków do plecaczków. upychanie rzeczy na półkach, półeczkach, szafach, szafeczkach, szufladkach. z pokoju do pokoju, z domu na dwór (w najlepszym przypadku do namiotu;)). 
a w sumie żadnej dalszej podróży nie było. 
dziś ponownie: Wrzosów -> Radom, jutro po raz wtóry Warszawa. Już jakaś cząstka mnie żałuje, że nie będę na działce w ten łikend. atrakcji co niemiara przejdzie koło nosa. a niby nadmiar rodziny dawał się we znaki ;)

widmo zbliżającej się soboty mnie przeraża. znów pobudka „świtem”. znów dziki pęd. znów nerwowe zerkanie na zegarek, bo każda minuta cenna. nie mam żadnego odcienia pojęcia jak ja to robię (?!?!) że zawsze gdzieś wyjeżdżając, czy będąc gdzieś, mam do załatwienia masę spraw. najczęściej w podobnym czasie lecz w rozpirzonych, po całym mieście, miejscach. najlepiej by było roztroić się, albo rozdziesięciorzyć ;) 
a pomyśleć, że mogłam ominąć armię komplikacji jadąc do Warszawy z Radomia przez .. Kielce ;) jednak znów coś nie wyszło, i zamiast upojnego wieczoru w K. mam internetowy wieczór w R. :)
ale .. uwieńczenie sobotniego wieczoru warte jest podjęcia tej, pełnej chaosu, wyprawy :)

niedziela będzie bolesna w skutkach. z deszczu pod rynnę, chciałoby się powiedzieć. bo większość zakrapianych procentami imprez nie umywa się do rodzinnych wieczorków w kuchni bądź na werandzie :) ciekawe ile butelek włoskiego wina pójdzie w ten łikend (ufając, że już żadna nie roztrzaska się o piwniczny bruk; i ufajac jeszcze bardziej, że coś zostanie na mój powrót ;))

i tęsknie. cholernie tęsknie.. za rozpoczętą rano książką, którą, dla komfortu podróży (liczyła 700 stron -.-), zostawiłam na działce. taaa, to jest ten typ książek, dla których zarywa się noce, łakomie pożerając każdą stronę. ten typ książek, dla których można drażnić się ze sobą, wystawiać swoją cierpliwość na ciężką próbę – zostawiając ostatni rozdział na deser, nie czytajac go odrazu. a nie spodziewałam się tego po tej knidze. bo to kryminał, szwedzki w dodatku :)
dla pocieszenia duszy, na drogę zabieram nadgryzioną już, ‚najcieńszą’ książkę Irvinga i dodatkowo Barańczaka – najlepszego kompana wszelkich podróży (zwłaszcza gdy chce się przegapić swój przystanek, bądź wsiąść do złego autobusu).

Domcia 15:34:33
jedziemy sie gdzies przejechac>?
finetka 15:34:45
tatuś pozwolił?
Domcia 15:35:09
dal mi samochod, zeby jechac krzyska sie zpytac o kino
Domcia 15:35:17
a przy okazji mozna gdzies pojechac:D
finetka 15:35:22
hah :D
finetka 15:35:30
moment, zobaczę do kiedy mam ubezpieczenie ważne :PP
Domcia 15:35:47
no bardzo smieszne:D

i tak nie czuję się spokojnie. nie wiem czy przeżyję ten poniedziałek ;)

bo…

1 komentarz

… czasem nie otrzymanie żadnej odpowiedzi jest gorsze od odpowiedzi negatywnej lub mieszającej z błotem. czy wymagam zbyt wiele chcąc żeby ktoś mi poświęcił kilkanaście sekund odpisując jedno, jedyne zdanie, albo chociaż dwa/trzy słowa? bo w to, że ktoś, prawie non stop siedzący w necie, przez miesiąc nie sprawdza poczty mailowej ani nie sprawdza odebranych smsów wydaje mi się dość naciąganą historią…

raptem 2 dni w Warszawie a już tęsknie za domem. za ciepłą, pienistą kąpielą w blasku świec i w dźwiękach Enyi (niestety płytę Enigmy zostawiłam w stolicy, a youtube z playlistą PJ Harvey na złość wieczorem zawisło). i brakuje przede wszystkim rozdartego zwierza pałętającego się pod nogami. 

mimo wszystko powrót do Warszawy, na dłuuugo. na dzień dobry monitor się spalił (sic!). więc dostępu do dysku, ni w cholerę, nie mam. tak oto bazy danych poszły się kochać. a ja utkwiłam w łóżku z laptopem oddając się .. błogiemu lenistwu :P piekielnie nic mi się nie chce. nawet tego pisać :) grunt, że Pulp brzmi w słuchawkach :)

 

a herbata najlepiej smakuje w Radomiu :)


  • RSS